A co, jeśli nie mam takiego miejsca?

To prawda, nie mam miejsca, które jest dla mnie naj. Nie dlatego, że nigdzie mi się nie podobało, że nie mam dobrych wspomnień albo dlatego, że coś w moim życiu jest nie tak.

Po prostu, moim pierwszym skojarzeniem z hasłem „najlepsze miejsce” był Hogwart. I co ja, biedna, mam napisać? Mogę opisać przytulny pokój wspólny Gryfonów, Wielką Salę, bibliotekę, w której książki szybują pod sufitem albo krzyczą, sale lekcyjne albo cudowne letnią porą błonia Hogwartu, przy których położone jest wielkie jezioro, a w nim leniwie pływająca wielka kałamarnica. Mogłabym, ale ktoś już to kiedyś opisał i w mojej opinii zrobił to lepiej, niż mi kiedykolwiek mogłoby się to udać. Poza tym, opisywanie miejsca, w którym się nie było (a przynajmniej nie stąpało się po nim w jakimś realnym punkcie na mapie swoją realną stopą), nie ma zbyt wiele sensu.

Potem pomyślałam o Asgardzie, o którejś planecie z „Gwiezdnych wojen” albo jakimś dziwnym miejscu, które zwiedził Doctor Who.

Nie mam ulubionego miejsca, bo najbardziej podobają mi się te, które nie istnieją, ale mam kilka takich, w których lubię być i do których chciałabym wracać jak najczęściej. Gdybym wyjechała na dłużej, pewnie mój własny dom byłby takim miejscem, na myśl o którym się uśmiecham i na myśl o którym gdzieś w środku robi mi się cieplej. Na razie jednak nigdzie się nie wybieram, więc może skupię się na innych miejscach (które istnieją).

Kiedy myślę o wakacjach, na myśl nasuwa mi się Słowacja i maleńka wieś w Kujawsko-Pomorskim, o trochę dziwacznej nazwie – Kołdrąb. O Słowacji samej w sobie nie mam zbyt wiele do napisania. To ładny kraj z przyjaznymi ludźmi o języku na tyle podobnym do naszego, że można się z nimi całkiem łatwo dogadać. Kiedy byłam mała, bardzo często z rodzicami spędzałam tam wakacje – na moje szczęście (bo aktywności fizycznej we krwi nie mam), wybierali zwykle miejsca, które były blisko basenów termalnych. Na samą myśl, że w ten marcowy dzień, w którym zaatakował mnie potężny wiatr, deszcz i śnieg, mogłabym sobie wejść do cieplutkiego basenu, uśmiecham się i marzę, że nie wychodzę z niego do końca dnia.

W Kołdrąbiu natomiast mieszka moja kuzynka – Marta. Spędziłam z nią na tej wsi, w której chyba nie ma dwustu mieszkańców, kilka dobrych, wakacyjnych tygodni. W Kołdrąbiu poznałam najczystszą polską gościnność – goście wchodzący i wychodzący cały dzień, pyszna swojska kuchnia, wielki obiad z byle okazji dla całej rodziny. W Kołdrąbiu jest stary, brudny i zniszczony pałacyk, a w tym pałacyku znajduje się dom dziecka. Tam też pracuje ciocia Lidka – mama Marty, od której historii na temat dzisiejszej młodzieży i tego, ile ona musi się narobić, żeby spełnić wszelkie wymogi sanitarne, nasłuchałam się za wszelkie czasy. Za tym pałacykiem jest jezioro, w którym owa ciocia nauczyła mnie pływać i które w każdy upalny dzień było naszym najlepszym przyjacielem. Kiedy myślę o Kołdrąbiu, czuję zapach plaży, skoszonej trawy i cudownego, swojskiego jedzenia (naprawdę bardzo lubię jeść).

Nie mogę nie wspomnieć o moich ostatnich wakacjach – o Londynie. Po jego ulicach błąkał się Harry Potter w poszukiwaniu ulicy Pokątnej, tutaj najczęściej lądowała niebieska budka pewnego Doctora, tutaj najchętniej swoim geniuszem błyszczał Sherlock Holmes, kiedy tuż nim dreptał dzielny Watson. Nie ma się wiec co dziwić, że w okolicach Baker Street spędziłam jedne z najprzyjemniejszych dni w życiu, a konkretniej przy Marylebone Road w słynnym muzeum figur woskowych – Muzeum Madame Tussauds. Jako rasowy nerd wparowałam tam i na sam początek przytuliłam Roberta Downey Juniora, zaraz potem Thora, Obi-Wana i wielu innych (niepokojąco wielu). Kiedy się rodziłam, Madame Tussauds już dawno nie żyła, ale gdybym ją spotkała, to zdecydowanie ją też bym przytuliła.

Może to i nie są spektakularne miejsca, może nie mam tego jednego, jedynego wyjątkowego, ale przecież nikt nie powiedział, że nigdy nie będę miała. I kto wie, może to będzie mój własny dom, może jakiś mały pensjonat we włoskiej prowincji, a może plaża w kraju, o którego istnieniu jeszcze nie wiem. Na razie tego miejsca nie mam, ale nie mogę się doczekać, kiedy je znajdę (Boże, jeśli istniejesz, niech jakimś cudem będzie to Hogwart).

 

Marta Drzewińska