Fuerteventura – wietrzna oaza

fot. Natalia Słomianny, Playa de Cofete

Kto by pomyślał, że w niespełna sześć godzin lotu można znaleźć się w prawdziwym raju? W miejscu, które nie przypomina niczego, co można spotkać w Europie?

Metryczka

Fuerteventura to druga co do wielkości wyspa, należąca do archipelagu Wysp Kanaryjskich o powierzchni 1.660 km2. Położona jest na Oceanie Atlantyckim. Od Afryki dzieli ją niecałe 100 km, mamy więc do czynienia ze specyficznym klimatem – średnie temperatury miesięczne zawsze sięgają powyżej 20 stopni. Sama wyspa zbudowana jest w większości ze skały wulkanicznej. Fuerteventura słynie z pięknych plaż – do wyboru mamy ich ponad 150! Kolejną cechą charakterystyczną jest wiatr – dosyć mocny, wiejący od strony Atlantyku, sprzyja uprawianiu wielu sportów wodnych m.in. kite-surfingu. Można powiedzieć, że to najważniejsze informacje. Dlaczego jednak to właśnie ta wyspa skradła moje serce?

Inny świat

Fuerteventurę zwiedziłam w 2017 roku. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę podczas podróży z lotniska to niesamowity, wręcz księżycowy krajobraz. Wszechobecne żółtawe skały, bezkresne pustynie, gdzieniegdzie białe domki i dużo wiatraków. Właściwie cała wyspa tak wygląda – z wyjątkiem kurortów turystycznych. Miałam szczęście mieszkać w okolicach Morro Jable, które uchodzi za najpiękniejszą część wyspy, z zapierającą dech w piersiach plażą – Playa de Jandia. To plaża, która ma ponad 20 km długości! Wydawała się nie mieć końca. To prawdziwa perełka, wyglądająca jak oaza pośrodku cywilizacji. Praktycznie biały piasek i lazurowa woda oceanu tworzą niezwykłą kompozycję. Co ważne – nie są to oblegane, przeludnione miejsca.

fot. Natalia Słomianny, Playa de Jandia

Co zwiedzić?

Fuerteventure najlepiej zwiedzić, wypożyczając samochód. Koszty nie są wysokie, warto jednak zwrócić uwagę na ubezpieczenie – niektóre drogi prowadzą przez górzyste tereny, do których wymagane jest specjalne ubezpieczenie.

Tak jest w przypadku Cofete, które jest dla mnie numerem jeden, jeśli chodzi o miejsca must see. Mimo, że droga nie jest łatwa i przyjemna (szczególnie dla osób z chorobą lokomocyjną) – prowadzi przez górskie serpentyny, Playa de Cofete jest warta każdego kilometra. To miejsce, w którym do dnia dzisiejszego nie ma prądu. Nie jest oświetlone w żaden sposób, w dodatku jest bardzo wietrzne – to prawdziwa, surowa natura. Krajobraz zupełnie inny niż w pozostałych częściach wyspy. Tutaj plaża łączy się z wysokimi górami. Widać to z punktu widokowego po drodze – Mirador de Barloventro.

fot. Natalia Słomianny, Playa de Cofete

Mimo tego, że Cofete jest jednym z miejsc chętnie odwiedzanych przez turystów, nie jest w żaden sposób skomercjalizowane – nie ma tutaj barów, straganów i kolorowych drinków.

Plaże, które warto zobaczyć na Fuerteventurze można wymieniać bez końca. Ja polecam szczególnie Sotavento, Costa Calme i Gran Tarajal z charakterystycznym, ciemnym piaskiem.

fot. Natalia Słomianny, Playa de Jandia

Coś dla miłośników zwierząt

Fuerteventure pokochałam także za podejście do zwierząt. Jestem zdeklarowaną kociarą, dlatego bardzo miłym zaskoczeniem był fakt, że koty mają się na Fuercie bardzo dobrze – nie spotkałam żadnego wychudzonego i chorego czworonoga. Na deptaku, który ciągnął się kilometrami, co chwile można było dostrzec miski z wodą i karmą. Koty odpoczywały sobie w cieniu palm, wyglądając na bardzo szczęśliwe. Nawet w naszym hotelu był… domek dla kotów! Turyści mogli zostawić w nim karmę, stale wymieniano w nim także wodę.

fot. Natalia Słomianny, domek dla kotów w hotelu

Inna „atrakcja” to wiewiórki marokańskie, które spotkać można na całej wyspie. Chowają się w skałach, ale kiedy wyciągnie się orzechy – od razu zjawia się cała rodzina.

fot. Natalia Słomianny, wiewiórka marokańska

Kolorowe papugi zamieszkujące wysokie palmy, umilają śpiewem popołudniowe spacery. Warto także skorzystać z możliwości zobaczenia delfinów i wielorybów na wolności – wystarczy skusić się na rejs katamaranem lub statkiem. Miejscowi doskonale wiedzą, gdzie można spotkać te niesamowite zwierzęta.

Oasis Park to kolejny pomysł na całodniową wycieczkę. Można dojechać do niego darmowym autokarem (rozkłady jazdy wiszą na każdym przystanku). Oasis Park to olbrzymi teren, w którym można zarówno podziwiać niesamowitą roślinność, jak i np. nakarmić żyrafę (oczywiście specjalną karmą i to tylko wtedy, jeśli sama zainteresowana zaszczyci nas swoją uwagą i podejdzie do specjalnego tarasu – mnie się udało :)). Flamingi, wielbłądy, egzotyczne jaszczurki, lwy morskie – to tylko niewielka część zwierząt, jakie możemy podziwiać.

fot. Natalia Słomianny, Oasis Park
fot. Natalia Słomianny, Oasis Park

Księżycowa wyspa

Tak właśnie zapamiętałam Fuerteventurę. Mimo upłwu czasu, kiedy przeglądam swoje zdjęcia i filmy, czuję zapach tej wyspy. Pamiętam wiatr, ciepłą wodę oceanu, przepyszne jedzenie i niesamowicie życzliwych, uśmiechniętych mieszkańców.

fot. Natalia Słomianny, Fuerteventura

To właśnie moje miejsce NAJ. Jeśli tylko nadarzy się wam okazja do podróży na Fuerteventurę – nie zastanawiajcie się! Na pewno nie będziecie zawiedzeni.